- 28-07-2010Zużycie energii III etap
- 18-05-2010Zużycie energii II etap
- 28-02-2010Zużycie energii I etap
- 30-11-2009Zużycie energii
- 22-07-2010Niby tylko zamrażarka...
- 23-03-2010Wymiana oświetlenia u rodziny Naskrentów
- 08-02-2010Wstępny audyt oświetlenia
- 16-12-2009Wyniki audytu
- 01-12-2009Audyt wstępny
- 23-11-2009Rodzina Naskrent 2+2
- 13-07-2010Wizyta
- 12-07-2010Prasowanie - nic trudnego...
- 02-06-2010Konkurs
- 29-05-2010Nowy domownik
- 27-05-2010Klub Spiskowców
- 14-05-2010Wycieczka
- 13-04-2010Sobota
- 26-03-2010Jajko niespodzianka
- 22-03-2010Nowa zamrażarka
- 04-03-2010Wiosna tuż tuż
Inne wpisy:
Zużycie energii III etap
Zmiana zużycia energii elektrycznej maj-lipiec 2010 r.
Niby tylko zamrażarka...
W gospodarstwie państwa Naskrentów ogromna, wiekowa zamrażarka zainstalowana w kotłowni spełnia niebagatelne zadanie – jest w niej przechowywana żywność dla domowników oraz ich czworonożnych podopiecznych. Potrzebne
do wyżywienia zwierząt znaczne ilości jedzenia sprawiają, że zamrażarka w zasadzie zawsze jest załadowana do pełna. Dotychczasowa zamrażarka ze względu na swój wiek oraz stan techniczny jak również miejsce usytuowania w kotłowni (co sprzyja osadzaniu się kurzu i innych zanieczyszczeń) generowała wysoki pobór energii.
Wymiana zamrażarki w domu państwa Naskrent spowodowała prawie 70% spadek zużycia energii na użytkowanie tego sprzętu. Nowa zamrażarka – w klasie energetycznej A+ – ma podobną pojemność jak dotychczasowa, lecz znajdujące się w jej wyposażeniu szuflady wykonane są z przezroczystego tworzywa co znacznie ułatwia szybkie znajdywanie potrzebnych produktów. Wadą, której nie udało się zlikwidować jest usytuowanie zamrażarki w kotłowni. Niestety,
w domu państwa Naskrent, nie ma innego miejsca w którym można byłoby umiejscowić dużą zamrażarkę, dlatego zalecamy częstsze niż w innych przypadkach czyszczenie sprzętu oraz szczególną dbałość o czystość uszczelek.

Wizyta
Moją ulubioną porą roku jest lato - upalne lato… Takie jak właśnie w tym roku - słońce od rana do wieczora, cisza, mój ogródek, basen… Najbardziej lubię letnie poranki, kiedy wieje przyjemny, lekki wiaterek, słońce jeszcze nie parzy, a mimo wszystko jest ciepło i przyjemnie - dzieciaki jeszcze śpią, a ja wraz z mężem siadamy na tarasie przy kubkach kawy i rozmawiamy słuchając radia.
Dziś też tak było - 7.00 rano, kawka, a ja z Jarkiem na tarasie planujemy sobie niedzielny dzionek. Oczywiście jak to przy wolny dniu zaplanowaliśmy ogólne leniuchowanie w ogrodzie i wspólną kąpiel z dzieciakami w naszym ogromnym basenie. Nasze „wczasy" we własnym gronie niedaleko domku.
I tak zaczęliśmy nasz dzień. Wojtek ledwo otworzył oczy, już krzyczał, że idzie się kąpać. Ania oczywiście tak samo. Pomału, pomału - powstrzymałam ich - najpierw śniadanie, o 10.00 do Kościoła, a później to już możemy się wszyscy kąpać, aż do zachodu słońca.
Niespodziewanie koło południa naszą „błogą" niedzielę przerwał telefon, jakiś nieznany numer.. Hm, któż to – pomyślałam…
- Dzień dobry, czy ja rozmawiam z Panią Olą? – w słuchawce usłyszałam miły, ale nieznany męski głos - Z tej strony Jan Balcerzak.
Balcerzak, Balcerzak - szybko w myślach szukam - kto to jest, nazwisko jakieś mi znajome… Tak!!!!! Balcerzak! Czyli Pan Jan z Eko-logicznych!
Po krótkiej rozmowie okazało się, iż Pan Jan wraz z małżonką i jej przyjaciółką jadą na wczasy, będą przejeżdżać niedaleko naszej miejscowości i bardzo chętnie chcieliby nas odwiedzić, aby lepiej i bardziej osobiście się z nami poznać. Bardzo mnie ucieszyła ta wiadomość i oczywiście z radością zaprosiłam ich do naszego domu.
Wizyta trwała, jak na mnie, za krótko. Czas uciekał, a nasza rozmowa przebiegała w bardzo miłej i sympatycznej atmosferze, oczywiście podstawowym tematem był „nasz konkurs" Eko-logiczny, ale też dużo rzeczy dowiedzieliśmy się o sobie, o swoich zainteresowaniach, o naszych rodzinach, a przede wszystkim było dużo śmiechu i dobrej zabawy. Państwo Balcerzakowie są rewelacyjni, promieniują radością i są przesympatyczni. Miłe chwile każdy chce jakoś uwiecznić, dlatego przyjaciółka rodziny Pani Krysia robiła zdjęcia - przynajmniej będziemy mieli wspólną pamiątkę
z miłych chwil spędzonych razem przy filiżance kawy i przepysznym cieście upieczonym przez Panią Kasię.
Na zakończenie powiedzieliśmy sobie „do zobaczenia", ponieważ choć tak formalnie współzawodniczymy ze sobą, jednak już teraz mogę powiedzieć ze swojej strony, że tak mili ludzie mogą być dla mnie przyjaciółmi i zawsze bardzo chętnie się z nimi spotkam.
Bardzo serdecznie dziękuję za tak miłą niespodziankę, pozdrawiam wszystkich i oczywiście zapraszam ponownie
w moje skromne progi.
Prasowanie - nic trudnego...
Czy ja znam się na prowadzeniu domu...??? Pewnie! Co to za filozofia, zrobić obiadek, posprzątać, podlać kwiatki, przypilnować dzieciaki, pozmywać, wyprać czy wyprasować... Niby nic trudnego, ale gdy ktoś obcy ma to sprawdzić - zaczynamy się zastanawiać... I tak też było ze mną.....
Dostałam telefon od Pani Ewy z firmy ENEA, że w najbliższy czwartek przyjedzie do mnie, aby sprawdzić jak prasuję... No co - biorę żelazko, kosz
z wypranymi rzeczami i "lecę " z robota. Mimo wszystko zaczęłam się denerwować - w końcu kto lubi, jak mu się na ręce patrzy w czasie pracy?
Na wtorek i środę uszykowałam sobie całe mnóstwo prania, dosłownie wszystko co mi wpadło w ręce trafiło do kosza z brudami. Pogoda dopisywała, więc wszystko ładnie wyschło na słoneczku, a praca "paliła mi się w rękach". Całe wyprane i wysuszone pranie trafiło do wielkiego kosza i czekało na "wielki czwartek"...
W czwartek rano uszykowałam sobie deskę do prasowania, żelazko i mój wielki kosz z praniem. Chciałam pokazać się z jak najlepszej strony, więc
z uśmiechem wzięłam się do pracy, wszystko szło normalnie... Wyciągałam z kosza rzeczy do prasowania, prasowałam, składałam, odkładałam itd... Trwało to około pół godziny, oczywiście nie zdążyłam wszystkiego wyprasować ale niestety już po tym krótkim czasie wyszły moje błędy:
- Po pierwsze, powinnam wcześniej poskładać pranie ( w momencie gdy je ściągałam ze sznurka ) i od razu zrobić segregację oddzielić rzeczy, które są do prasowania od tych, których prasować nie trzeba - zaoszczędzam czas.
- Po drugie, powinnam mieć więcej wody destylowanej w żelazku i ją na bieżąco uzupełniać.
- Po trzecie, powinnam podzielić pranie na to, które wymaga większej temperatury prasowania od tych, które potrzebują mniejszą temperaturę.
- Po czwarte, powinnam wyłączyć żelazko kiedy jeszcze prasuję ostatnie rzeczy ( ponieważ żelazko i tak utrzyma jeszcze ciepło i zdążę to wyprasować bez poboru prądu.
Po tej lekcji prasowania doszłam do wniosku, że przydałaby się szkoła "dobrych żon" gdzie można by się dowiedzieć więcej takich ciekawych i przydatnych porad - ułatwiłoby to nam życie, a przede wszystkim mogłybyśmy my kobiety zaoszczędzić sobie czas i energię dla świata.












